poniedziałek, 18 sierpnia 2014

post w rozmiarze mini...

...chciałabym choć przez chwilkę pobyć w rozmiarze mini... nie żaden 0... 34... czy jeszcze inny wybiegowy... mini, czyli tak mała jak Calineczka :) 
zostawić wszystkie troski, żale i odrealnić się na kilka chwil...? godzin...? dni...?
biegać po mięciutkim mchu, zaglądać do kwiatów, zjeść ogromną poziomkę, zadzierać do góry głowę by móc przyjrzeć się źdźbłom traw... pod wielkim muchomorem schronić się od deszczu... 
 w zieleni... ciszy... spokoju... 

pewnym odzwierciedleniem powyższych słów są ostatnie prace... coraz mniejsze, a im mniejsze tym praca przy nich jest trudniejsza i wydaje mi się, że dużo dłużej trwa...
jak już powstanie... to radość jest wprost odwrotnie proporcjonalna co do wielkości :)

Miłego oglądania,
 pozdrawiam Ania :)














piątek, 15 sierpnia 2014

mały pomocnik jeż...

odkąd pamiętam w domu zawsze była maszyna do szycia.
Czasy w jakich dorastałam wymogły, by każda Mama chcąc ubrać dziecko w coś "oryginalnego" musiała, to uszyć sama lub u zaprzyjaźnionej sąsiadki...
takie sąsiadki mieliśmy w zanadrzu dwie i one chętnie służyły pomocą w sytuacjach wymagających kreacji na tip-top :)
Na co dzień Mama świetnie radziła sobie z maszyną, babcia, natomiast wprawnie posługiwała się drutami i spod jej rąk wychodziły cieplutkie szaliki, czapki oraz sweterki...
Nikt w owych czasach nie narzekał... no może poza małym wyjątkiem, że bardzo mnie wkurzały dorobione na drutach czerwone ściągacze w granatowym ortalionie... ale nie czułam się gorsza... o nie... w gorszej sytuacji była koleżanka, której ściągacze w czerwonej kurtce idealnie pasowały do lamperii w kolorze ugier... fe! do dzisiaj nie znoszę lamperii i tego potwornego koloru...

ale co ma pies do jeża?... a raczej jeż do maszyny?

a ma!
wprawna praca przy maszynie wymaga dobrej organizacji... i tu z pomocą przychodzi mały niepozorny jeżyk, który to dbać ma za zadanie o szpilki i igły...
jeżyk wywiązuje się z zadania bardzo dobrze... ma magnes dzięki któremu czepia się mocno maszyny... żadne drgania, stukoty mu nie straszne stoi na posterunku nie wzruszony, a szpilkom i igłom ani w głowie się pogubić :)
 




Pozdrawiam weekendowo A :)

wtorek, 5 sierpnia 2014

Nowy meżczyzna w mym życiu...

mąż wcale a wcale zazdrosny o niego nie jest ;)
Radziu, (bo takie imię dostał jak zresztą wszystkie ważne dla mnie przedmioty) jest najbliższe nazwie firmy Rohde i oddaje moją ogromną radość z nowego nabytku...
pomysł na piec pojawił się z półtora roku temu i jak szybko się zapalił tak szybko zgasł...  były tłumaczenia samej sobie że po co?  na co? dobrze jest jak jest...
Czas pozwolił mi ochłonąć, przemyśleć dokładnie potrzeby, przeanalizować wszystkie za i przeciw...
Zapadła decyzja... a jaka to już wiecie :)

od dzisiaj we własnym domu mam swoją własną pracownię... 
lepszej sytuacji sobie wymarzyć nie mogłam...

oto bohater mojego wywodu... tadadam!


uwaga jeszcze się chwalę... 
Dostąpiłam zaszczytu i otrzymałam  możliwość posługiwania się znakiem jakości dobrego rękodzieła.

Niniejszym wklejam swoje zdjęcie opatrzone takowym znakiem. 



dziękuję za uwagę i pozdrawiam wakacyjnie :)

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Pani to za tanio sprzedaje!

Dziękuję Wszystkim odwiedzającym stoisko SHE na katowickiej Industriadzie. Miłe słowa, krótkie rozmowy, zapytania z czego to? jak zrobione? pokazują, że mamy coraz większą potrzebę otaczać się nietuzinkowymi rzeczami i mieć świadomość gdzie, kto i jak je wytwarza.
...dobrym przykładem była dziewczynka, która przykucnęła przy koszyczku z broszkami i spytała o ich cenę... zaniżyłam cenę bo sama mam córkę w jej wieku i wiem, że marzeń cały wór a brzuch świnki tak wolno się zapełnia... (doceniam sam fakt, że chce wydać swoje kieszonkowe nie na masową chińską produkcję) dziewczynka unosi głowę i mówi, że za drogo, że ma tylko 3zł... przykucam obok i opowiadam jak powstaje taka broszka... jak ją lepię, szlifuje, wypalam itd... z każdym słowem jej oczy są coraz większe... po chwili podnosi głowę, spogląda w moje oczy i mówi : Pani to za tanio sprzedaje! 






Pozdrawiam w cudowny, słoneczny poniedziałek A;)

piątek, 30 maja 2014

potrzeba mi takich zmian ;)

podczas kilku lat zabawy z gliną przechodzę różne fascynacje samą masą, kolorem, strukturą, wykończeniem, technikami zdobniczymi... w tym temacie jestem odważna... jeśli tylko przyniesie mi to jakieś nowe doświadczenie, poszerzy moją wiedzę... lubię eksperymentować...
obecnie największą radość daje mi surowość gliny... najchętniej bez szkliwienia z lekkimi przetarciami tlenku czy angoby... 












ciekawa jestem czy Wy też wpadacie w takie okresowe fascynacje np. kolorem, wzorem, techniką...?

Pozdrawiam A:) 

wtorek, 27 maja 2014

TFU! AUU! BRRR! AJ!

Z trudem przedarłam się przez zarośla i pajęczyny jakim porósł mój blog. Na swoje wytłumaczenie mam tylko jedno WIOSNA! 
jest ogródek do oporządzenia a raczej zrobienia go od nowa co z nieukrywanym zadowoleniem czynię, starsze dziecko wyjechało... zdążyło już wrócić... wyjechało drugie... pranie, prasowanie, pakowanie, rozpakowanie, pranie, prasowanie, układanie i od nowa...w międzyczasie glina... coś ulepić coś poszkliwić i tak dzień za dniem mija. 

Czasem w tej  pogoni za własnym ogonem uda mi się przystanąć... zachwycić się rzeczą błahą... wsłuchać w ciszę... odpłynąć przy ptasim śpiewie... zatrzymać w tłumie i pochylić nad samotnym makiem wyrastającym z chodnikowych płyt... lubię te chwile...
 





pocieszam się faktem, że każdy z nas jest w podobny sposób zabiegany wiec pewnie aż tak bardzo nie zauważyliście mojej nieobecności ;) 

Pozdrawiam Ania :)

sobota, 19 kwietnia 2014

Wesołych Świąt!


Koszyczek poświęcony, babka upieczona, sernik w piekarniku a ja korzystam z chwili spokoju i życzę Wam zdrowych i radosnych Świąt Wielkanocnych.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...